środa, 2 września 2015

Rozdział 2 - Jak ja jej nienawidzę !

 Od Mes:
Znowu dzisiaj przed pracą pokłóciłam się z Grac. O co ? Szerze sama nie wiem o co, poszło chyba o źle odłożony kubek. Tak, codziennie kłóciłyśmy się o takie błahostki. Planuje, wyjazd integracyjny, nie chce cały czas kłócić się z siostrą, chce żebyśmy były jak przyjaciółki. O tym to się jeszcze pomyśli, zaczęłam się szykować do pracy, mówimy być tam ubrani na galowo, czyli ma panować czerń i biel- za to kocham tą prace. Ubrałam się w to. I postanowiła zrobić przeprosinowe śniadanie dla mnie oraz siostruni. Gracie nie potrafiła długo chować urazy do mnie, a ja do niej. To i mama to rzeczy, które nas łącza.Zjadłyśmy i obie wyszłyśmy w swoich kierunkach. Gdy weszłam do hotelu by zmienić swoją koleżankę, przywitał mnie nie kto inny jak Pan Pique.- to się nazywa szczęście... czujecie ten sarkazm ?
- Dzień dobry pani .... yy Montero zająkał się czytając tekst z mojej plakietki.
- Dzień dobry panie Pique , jak się panu spało ?- odrzekłam tak zwanym tekstem hotelarza, bez większego entuzjazmu, a ten chyba zaskoczony tym pytanie, nie wiem dlaczego ? milczał przez chwile.
- Nie zbyt dobrze, bo pani nie było obok mnie... - Wypalił Gerard po ciszy, jednak wole tą jego cisze, prawie udusiłam się swoim śmiechem,  ale nie było tego widać po mnie- wiecie tak zwana maska.
- Zalecam zażyć jakieś tabletki na sen, bo inaczej się pan nigdy nie wyśpi- Brunet na te słowa, pochylił głowę i odszedł, trochę mi się go żal zrobiło. Jednak wiedziałam, że nie odpuści tak w zasadnie ma męski ród. Mówiłam, wam że umówiłam się z siostra na lunch ? Jestem bardzo zadowolona, mam nadzieje ze tym razem obejdzie się bez kutni.Gdy porozmawiałyśmy i zjadłyśmy lunch, wróciłam do hotelu, razem ze mną Gracie, zastałyśmy 2 róże i liścik :
Dla Pani Montero oraz Gracie.
Wspaniali wielbiciele.:***
Gdy to przeczytałam, wpadłam w śmiech, i upuściłam kartkę. Gracie ją podniosła i zrobiła minę - Wtf ?, ale zaraz po tym dołączyła do mnie. 


Od Wixy:
Wstając rano zobaczyłam na komodzie małą czerwoną róże , a obok niej karteczkę. Była w stu procentach pena ,że zostawiła ją moja siostra wychodząc rano do pracy. Roześmiałam się na samą myśl, trzeba będzie im podziękować. Gdyby nie to ,że są przystojni i zabawni nie przeszłoby to u mnie, nie byłam fanką romantyzmu. Spojrzałam na zegarek, zdumiewające jest to ,ze ja Gracie potrafię wstać o tak wczesnej porze. Ogarnęłam się szybko w łazience, Ubrałam się i szybko zjadłam śniadanie które zostawiła mi El. Nie mam pojęcia co teraz robić. Wyjmuję telefon z kieszeni. Większość z moich znajomych jest aktualnie w Krakowie. Znaleźli sobie pracę na lato. No nic, żeby coś zrobić trzeba mieć kasę. Wchodzę do pokoju Hazel, musi trzymać tu jakąś kasę. Ostatnio zorientowała się ,że podbieram jej hajs dlatego zmieniła kryjówkę. Po dziesięciu minutach przeszukiwania jej pokoju przy okazji robiąc wielki bajzel, poddałam się. Spakowałam w plecak najważniejsze rzeczy i ruszyłam w stronę pracy El. W Polsce była dzisiaj świetna pogoda, słońce świeciło, bezchmurne niebo, zero wiatru , idealnie. Droga zeszła mi szybko, już stałam pod ogromnym hotelem. Kiedy weszłam przywitała mnie zabójczym spojrzeniem przyjaciółeczka mojej siostry i pracownica hotelu - Hany. Nie znosiła mnie i vice versa. Uśmiechnęłam się do niej jeszcze bardziej ją tym denerwując.
- Jak się nie mylę twoja siostra jest w pracy i nie życzy sobie wizyt - powiedziała z wrednym uśmiechem.
- Jak się nie mylę , mam to w dupie i albo ją zawołasz albo ja wydrę się na cały hol - odparłam odwzajemniając uśmiech.
Już otwierała usta aby coś powiedzieć kiedy nagle ktoś wpadając na nią przewrócił ją na podłogę. Zorientowałam się ,że to Gerard. Nad nimi stał cały roztrzęsiony Sergio. Podał rękę Hanie pomagając jej wstać.
- Przepraszamy - wydukał ledwie dosłyszalnie Pique.
Widząc czerwoną twarz blondynki i smutne miny chłopców nie dało się nie zaśmiać.
- Wy dwaj - pokazała na nich trzęsącą dłonią - macie załatwioną pogawędkę z kierowniczką służby w hotelu , a ty - tym razem zwróciła się do mnie. - Ty wynocha z tego hotelu bachorzę! - wykrzyczała na co jedynie zaśmiałam się głośnio, co nie uszło uwadze dwóch panów stojących obok. Po chwili dołączyli do mnie jeszcze bardziej tym irytując Hanę.
- Nienawidzę Cię - Powiedziała żałośnie w moim kierunku i odeszła.
- Miło - skomentował Sergio.
Nie minęła sekunda a w naszym kierunku zbliżała się Hana żywo opowiadająca El co się właśnie wydarzyło. Obie stanęły naprzeciw ilustrując naszą trójkę wzrokiem. Hazel westchnęła głośno.
- Panowie Pique i Ramos chyba nie do końca przyswoili sobie regulamin tego hotelu ? - spojrzała na nich z wyrzutami. - Mam nadzieje ,że to już się nie powtórzy - Hiszpanie zgodnie pokiwali głowami na znak ,ze dotarły do nich jej słowa. - A ty Gracie ? Miałaś nie przychodzić do hotelu bez żadnego celu. - Powiedziała pouczająco
- Akurat tak się składa ,że przyszłam po kasę - Odparłam z uśmiechem , mając nadzieje ,że załagodzę całą sprawę
El pokręciła głową.
- Wiesz ,że będę musiała wezwać ochronę , a to nabawi cię wielu problemów - powiedziała z troską.
Wystająca za niej Hana szczerzyła się triumfalnie
- Przepraszam jeśli mogę się wtrącić - naglę przerwał zamieszanie Sergio - ale moja Gracie przyszłą do mnie. - Posłał do mnie słodki uśmieszek.
Nie chciałam przyznać mu racji i co znaczyło moja ? Jednak wiedziałam ,że to mój jedyny ratunek i w głębi duszy byłam mu wdzięczna , chodź mógł wymyślić coś innego.
- Tak właśnie - odparłam po chwili na co uśmiech Ramosa od razu się powiększył.
Wsiadając do windy odwróciłam stronę Hany machając jej na pożegnanie.




 





wtorek, 1 września 2015

Rozdział 1 - Miłosne zakochańce...

Od Mes. Muzyka do rozdziału
Dziś El zaczynała od pierwszej zmiany. Hmm, gdzie pracowała ? Była kierownikem służby i recepcji w cztero-gwiaztkowym hotelu. El bardzo lubiła swoją prace, oprócz jednego małego szczegółu - jej szef wymyślił konkurs gdzie pary z losowania wygrywały tygodniowy pobyt w jej hotelu. - Przybyły już miłosne zakochańce ?- El rzuciła do swojej koleżanki, ledwo wystającej za dużego czarnego regału.- Tak, ale tym razem to geje...- Hezel przydławiła się wodą, na słowo geje. - Ale jak to geje ?!- nie mogła uwierzyć, do ich hotelu przyjeżdżały same zakochane pary składające się z dwóch różnych płci.- Niby ta wycieczka miała być dla siostry jednego z nich, ale potrącił ją pociąg- recepcjonistka- Hana, bo tak miała na imię- sama chyba nie wierzyła w to co właśnie powiedziała, a El już nie wytrzymała i wybuchła nie opanowanym śmiechem. Hanie śpieszyło się, więc szybko pożegnała się z Hezel i ruszyła do szatni. El myślała, że dziś znów będzie taki sam dzień jak zwykle, czyli wyśle kogoś do sprzątania pokoi, ustali grafik, wymelduje i zamelduje jakiś gości, ale rzadko kiedy zdarza się w pracy hotelarza, dwóch mężczyzn ganiającym w bokserkach po całym hotelu. A żeby było mało to jeszcze bijących się ręcznikami..., -wyobraźcie sobie co tam musiało się dziać. Hezel musiała jakoś zareagować, więc podeszła do dwóch wyrośniętych dzieciuchów z kamienną twarzą- nie było to łatwe zadanie, widowisko było prze komiczne. - Patrz Pique co za dupa idzie w naszą stroje- powiedział Romos, dając znaki, żeby popatrzył w lewo. Gerard myślał, ze tan znów żartuje wiec zdzielił go ręcznikiem w twarz- Ałł, ty idioto nie po mojej pięknej twarzy..., ja Ci mówię o celu na podryw, a ty mi się tak odwdzięczasz ?- Sergio nie był dłużny i oddał cios gdzie, żaden facet by nie chciał- domyślcie się sami. Kiedy Pique, zobaczył że Romos mówi prawdę zaczęli mówić o recepcjonistce sprośne teksty po Hiszpańsku, myśląc ze ona umie jedynie swój ojczysty język oraz Angielski.El przyglądając, oraz przysłuchując się dwój idiotą na środku holu, postanowiła zaprzestać ich głupim tekstach na jej temat. Tak doskonale rozumiała co mówią, znała wiele jeżyków, nie za darmo została kierownikiem. - Czy mogli by panowie, uspokoić się oraz przestać prowadzić rozmowy na mój temat ? - spytała w po Angielsku, z poważnym tonem,oni popatrzyli na nią z nie dowierzeniem. - Czy, czy c.. pani rozumiała wszystko o czym mówiliśmi ? - brunet zawstydzony głupotą swoją i przyjaciela zaczęli się jąkać, to on z tej dwójki był bardziej rozgarnięty.- Tak, panowie.- dalej miała swój hotelarski głosik- tak można go nazwać. - Czyli z kawy nici? - rzucił ten drugi Hiszpan, robiąc przy tym minę zbitego psa. El nie jest zwolenniczką kaw,ani wszystkiego co było związane ze słowem "miłość"

Od Wixy :
Gdyby nie telefon od Hezel z prośbą o przyniesienie jej teczki , zapewne leżałabym jeszcze w łóżku przeglądając instagrama. Niestety , właśnie kieruje się do jednego z pobliskich hoteli. Wchodząc moim oczom ukazuje się dwóch mężczyzn w samej bieliźnie z ręcznikami w rękach i zadziornymi uśmiechami na twarzach. Moja starsza siostra stoi na przeciw nim tłumacząc im po hiszpańsku zasady jakie panują w tym hotelu. Bardzo dobrze rozumiałam co mówią ponieważ razem z moim tatą w tamte wakacje odwiedziliśmy Madryt, tam właśnie poznałam mojego byłego chłopaka Andresa który nauczył mnie tego pięknego języka. Na cały ten widok wpadłam w niepohamowany rechot co zwróciło uwagę całej trójki. El spojrzała na mnie z spode łba, podeszła bliżej wyrywając mi z dłoni niebieską teczkę.
- Dziękuję , możesz już wracać do domu - powiedziała ostro na co przewróciłam lekceważąco oczami. El taka była, nie miałyśmy dobrych kontaktów, jesteśmy zupełnie inne i to zapewne nas dzieli. To dlatego ,że mamy odmienne charaktery. Poza tym myślę ,że El nie do końca cieszy się z tego ,że przez mojego ojca ich rodzina się rozpadła. Sama nie jestem z tego dumna. Muszę jednak przyznać ,że wole mieszkać sama z El i naszą mamą niż codziennie spoglądać na nową dziunie mojego ojca. Jak mógł zostawić mnie , mamę i jego przyszywaną córkę dla młodszej kobiety ? Minęło już dziewięć lat a ja nadal mam żal o to do niego.
- Nie przedstawi nas Pani ? - Zapytał blondyn spoglądając z nadzieją na moją siostrę.
- Jestem Gracie - odparłam szybko.
- Jestem Sergio , a to mój przyjaciel Gerard - powiedział pokazując swój równy rząd białych jak perły zębów. Gerard puścił do mnie oko co trochę mnie zawstydziło patrząc na to ,że obaj byli bardzo przystojni. Co ja mówię ? Zajebiście przystojni!
- Gracie tu się pracuje - powiedziała El przeglądając papiery które wyjęła z teczki, nawet na mnie nie patrząc.
- Dobra - Odpowiedziałam ostro.
Kocham moją siostrę , ale czasem mam jej dosyć. Ona byłą taka poważna. Chodź czasem jej zazdroszczę dobrej pracy, ambicji i niegdyś udanych związków, była naprawdę ułożona tak samo jak jej faceci. Ja miałam zupełnie inne życie. Westchnęłam głośno na samom myśl idąc w stronę drzwi wyjściowych.
- Do zobaczenia - Rzucił Geri kiedy wychodziłam na zewnątrz.
Też mam taką nadzieje. Uśmiechnęłam się pod nosem.
Wyjęłam z kieszeni telefon i słuchawki puszczając cały album mojego ulubionego zespołu. Spojrzałam na wyświetlacz telefonu i nie mogłam w to uwierzyć. Jest dopiero dziewiąta rano. Cały dzień przede mną. Skręciłam w prawą uliczkę kierując się do COSTY na moją ulubioną poranną kawę.










Od Wixy:
Pierwszy rozdział napisany razem. Jak wam się podoba ? :D Bardzo prosimy o zostawienie komentarza , to dla nas wiele znaczy ;*
Od tej drugiej..:
A ja również proszę o komentarze, oraz proszę o wyrozumiałość, nie jestem zbyt dobrym pisarzem. Jeśli macie jakieś uwagi ,również możecie je okazywać tam na dole :). Pozdr.

↓↓↓↓ 



Prolog - Jesteś idiotą Sergio!

Jedna chwila, jedna minuta, jedna sekunda... Tyle właśnie dzieliło Gerarda i Sergio od wygrania głównej nagrody w losowaniu. Pique trzymał drżącymi rękami karteczkę z wielką liczbą 320. Wiszący na nim Sergio co chwile wyłamywał palce , co bardzo denerwowało przyjaciela. Na sali było ponad 500 osób oczekujących aż masywny facet na scenie odczyta kartkę schowaną w kopercie którą trzymał w ręce. Wszyscy robili się bardziej poddenerwowani. Napięcie rosło z sekundy na sekundę.
- 320! - Wykrzyczał w końcu główny prowadzący losowania. Sergio wraz Gerardem wskoczyli z takim szałem na scenę ,że po drodze przewrócili barmana sprzedającemu oczekującym mrożoną herbatę.
- Dziękujemy, byliście świetni - Zaczął Pique do mikrofonu, kiedy wyrwał mu go z rąk Ramos
- Ale my byliśmy lepsi ! - Powiedział drwiącą Sergio i razem z Gerardem pokazali język złej publiczności. - Jedziemy do Grecji ? - Zapytał z nadzieją w głosie Sergio , Pique.
- Ja wybrał bym Włochy - odpowiedział mu przyjaciel z takim samym podnieceniem. Przez chwilę wymienili między sobą miejsca gdzie chcieli by znaleźć się już jutro dzięki biletom samolotowym które przed chwilą wygrali. - Albo Londyn! Odwiedzimy Oskara i Cesca - Pomyślał Katalończyk.
Całą rozmowę podsłuchał główny prowadzący.
- Panowie Te bilety samolotowe są już zabukowane - przyjaciele spojrzeli na niego żałośnie.
- Jak to zabukowane ? Przecież na ulotce losowania pisało ,,Wygraj bilet na wymarzoną wycieczkę gratis!'' - spytał przejęty Hiszpan 
Prowadzący walnął sobie z otwartej dłoni w czoło 
- Owszem Panowie , ale te bilety są do Gdańska - Kiedy zobaczył zdziwione i pogubione miny zwycięzców dodał - do Polski. 
- Nie jestem dobry z geografii - przyznał Pique a Ramos mu zawtórował.
Mężczyzna wyjął z kieszeni portfel i wyciągnął z niego mapę pokazując na na niej Polskę.
- Fajnie - stwierdził Sergio - O której samolot ? - dodał
- Na ósmą , nie spóźnijcie się - powiedział podając im bilety i odszedł.
Pique spojrzał na Ramosa wpatrującego się w bilety jak zahipnotyzowany. Nie był pewne czy chcę jechać do miejsca którego położenia na mapie nie znał. A jeśli mowa o tym to skąd prowadzący miał w kieszeni mapę ? Jednak widział w oczach Sergio ,że to dla niego ważne mimo ,że jego przyjaciel ma 24 lata i tak zachowywał się jak dziecko. Wiedział dobrze ,że jeśli powie nie zwykła gałka lodów nie udobrucha Sergio, dlatego mógł zrobić tylko jedno.
- Pokój się Sergio, jutro będziemy już poza Hiszpanią - powiedział a Ramos powędrował szybko do samochodu nucąc coś pod nosem.


- Sergio,Sergio! - wykrzykiwał Pique szarpiąc przyjaciela za ramię. Była już siódma trzydzieści, a zamknięcie bramek mieli o równej ósmej , jak zwykle dane im było się spóźnić. - Jeśli się zaraz nie obudzisz lecę bez ciebie! - mówił waląc go w głowę poduszką.
- Co..co jest ? - zapytał zaspanym głosem Ramos.
- A to ,że nie zdążymy na samolot!
- Ale, przecież jeszcze nie było śniadanka - poskarżył się Hiszpan ze spuszczona głową.
- Będziesz żarł w samolocie! Wstawaj kurwa! A ja zamówię taksówkę - Te ostanie słowa powiedział prawie niesłyszalnie wychodząc z pokoju Sergio.
Po tym wszystko poszło już raczej szybko. Zdążyli ledwie na odprawę, Sergio ładnie zjadł śniadanko w samolocie , a Gerard miał miłe spotkanie z jedną ze stewardess. Pod koniec jednak Ramos nie mógł odnaleźć swojej walizki w czym pomógł mu prawie cały personel samolotu. Kiedy jako ostatni wyszli z samolotu nie wiedzieli jak wyjść z lotniska. Kłócili się przez całą drogę ,aż w końcu zapytali miłej starszej Pani która dobrze znała Angielski. Na ich nieszczęście staruszka ich wyśmiała ponieważ wydawało jej się nierealne zgubić się w tak małym lotnisku. Zamówili taksówkę , podali adres i ruszyli w stronę  hotelu w którym tymczasowo zamieszkają. Widoki przez szybę były piękne. Kierowca nawet puścił im jedną z ,,tutejszych hitów'' po polsku. Ramos szybko złapał rytm i razem z trochę mniej umiejętnym Pique i kierowcą darli się na cały Gdańsk.
- Naucz mnie od mowa - Zakończyli kiedy taksi zatrzymała się pod cztero-gwiazdkowym hotelu. Zapłacili kierowcy i z ciężkimi bagażami ruszyli do holu. Przywitała ich młoda blondynka o niebieskich ochach i długich nogach. Wręczyła im klucz do pokoju co nie co zdezorientowało Pique, Ramos za to nie widział problemu, bał się spać sam w ciemności, zazwyczaj miał Gerarda obok w pokoju , ale to co innego niż pokój hotelowy.
- Przepraszam Panią - Katalończyk obdarował ją jak najlepszym uśmiechem , na co lekko się zarumieniła - Nie dostaniemy osobnych pokoi ?
- Przykro mi ale losowanie które Panowie wygrali było ufundowane przez firmę ,,Romans'' i aż dziwne ,że wzięliście w tym udział - Popatrzeli po sobie i uśmiechnęli się jeszcze szerzej do blondynki.
- To miał być prezent dla mojej siostry - wymyślił na szybko Ramos - ale przed wyjazdem potrącił ją pociąg. - niebieskooka wybałuszyła oczy ,a Sergio dostał mocno w żebra z łokcia Gerarda.
- Tak , tak właśnie było - potwierdził Gerard przez zęby patrząc morderczo w Sergio.
- No cóż życzę zdrowia i... - zaczęła niepewnie recepcjonistka 
- Niech się Pani ją nie martwi. Nie żyje - Wzruszył ramionami Ramos na co dostał w tył głowy od Gerarda. Widząc przestraszoną blondynkę Pique chwycił w jedną dłoń klucze , a za drugą pociągnął za sobą Hiszpana.
- Jesteś  idiotą Sergio! - wydarł się na cały hotel Pique i razem z Obrażonym Ramosem powędrowali do swojego pokoju.






Od Wixy :
Chciałam tylko powiedzieć ,że ten prolog wyszedł trochę... dziwnie i niepokojąco, ale w ten sposób chcę was uświadomić jak bezmyślni są bohaterowie. Chcę jeszcze wspomnieć ,że dość trudno znaleźć gify z Gerardem i Sergiem ;) Dziękuję za uwagę.