wtorek, 1 września 2015

Prolog - Jesteś idiotą Sergio!

Jedna chwila, jedna minuta, jedna sekunda... Tyle właśnie dzieliło Gerarda i Sergio od wygrania głównej nagrody w losowaniu. Pique trzymał drżącymi rękami karteczkę z wielką liczbą 320. Wiszący na nim Sergio co chwile wyłamywał palce , co bardzo denerwowało przyjaciela. Na sali było ponad 500 osób oczekujących aż masywny facet na scenie odczyta kartkę schowaną w kopercie którą trzymał w ręce. Wszyscy robili się bardziej poddenerwowani. Napięcie rosło z sekundy na sekundę.
- 320! - Wykrzyczał w końcu główny prowadzący losowania. Sergio wraz Gerardem wskoczyli z takim szałem na scenę ,że po drodze przewrócili barmana sprzedającemu oczekującym mrożoną herbatę.
- Dziękujemy, byliście świetni - Zaczął Pique do mikrofonu, kiedy wyrwał mu go z rąk Ramos
- Ale my byliśmy lepsi ! - Powiedział drwiącą Sergio i razem z Gerardem pokazali język złej publiczności. - Jedziemy do Grecji ? - Zapytał z nadzieją w głosie Sergio , Pique.
- Ja wybrał bym Włochy - odpowiedział mu przyjaciel z takim samym podnieceniem. Przez chwilę wymienili między sobą miejsca gdzie chcieli by znaleźć się już jutro dzięki biletom samolotowym które przed chwilą wygrali. - Albo Londyn! Odwiedzimy Oskara i Cesca - Pomyślał Katalończyk.
Całą rozmowę podsłuchał główny prowadzący.
- Panowie Te bilety samolotowe są już zabukowane - przyjaciele spojrzeli na niego żałośnie.
- Jak to zabukowane ? Przecież na ulotce losowania pisało ,,Wygraj bilet na wymarzoną wycieczkę gratis!'' - spytał przejęty Hiszpan 
Prowadzący walnął sobie z otwartej dłoni w czoło 
- Owszem Panowie , ale te bilety są do Gdańska - Kiedy zobaczył zdziwione i pogubione miny zwycięzców dodał - do Polski. 
- Nie jestem dobry z geografii - przyznał Pique a Ramos mu zawtórował.
Mężczyzna wyjął z kieszeni portfel i wyciągnął z niego mapę pokazując na na niej Polskę.
- Fajnie - stwierdził Sergio - O której samolot ? - dodał
- Na ósmą , nie spóźnijcie się - powiedział podając im bilety i odszedł.
Pique spojrzał na Ramosa wpatrującego się w bilety jak zahipnotyzowany. Nie był pewne czy chcę jechać do miejsca którego położenia na mapie nie znał. A jeśli mowa o tym to skąd prowadzący miał w kieszeni mapę ? Jednak widział w oczach Sergio ,że to dla niego ważne mimo ,że jego przyjaciel ma 24 lata i tak zachowywał się jak dziecko. Wiedział dobrze ,że jeśli powie nie zwykła gałka lodów nie udobrucha Sergio, dlatego mógł zrobić tylko jedno.
- Pokój się Sergio, jutro będziemy już poza Hiszpanią - powiedział a Ramos powędrował szybko do samochodu nucąc coś pod nosem.


- Sergio,Sergio! - wykrzykiwał Pique szarpiąc przyjaciela za ramię. Była już siódma trzydzieści, a zamknięcie bramek mieli o równej ósmej , jak zwykle dane im było się spóźnić. - Jeśli się zaraz nie obudzisz lecę bez ciebie! - mówił waląc go w głowę poduszką.
- Co..co jest ? - zapytał zaspanym głosem Ramos.
- A to ,że nie zdążymy na samolot!
- Ale, przecież jeszcze nie było śniadanka - poskarżył się Hiszpan ze spuszczona głową.
- Będziesz żarł w samolocie! Wstawaj kurwa! A ja zamówię taksówkę - Te ostanie słowa powiedział prawie niesłyszalnie wychodząc z pokoju Sergio.
Po tym wszystko poszło już raczej szybko. Zdążyli ledwie na odprawę, Sergio ładnie zjadł śniadanko w samolocie , a Gerard miał miłe spotkanie z jedną ze stewardess. Pod koniec jednak Ramos nie mógł odnaleźć swojej walizki w czym pomógł mu prawie cały personel samolotu. Kiedy jako ostatni wyszli z samolotu nie wiedzieli jak wyjść z lotniska. Kłócili się przez całą drogę ,aż w końcu zapytali miłej starszej Pani która dobrze znała Angielski. Na ich nieszczęście staruszka ich wyśmiała ponieważ wydawało jej się nierealne zgubić się w tak małym lotnisku. Zamówili taksówkę , podali adres i ruszyli w stronę  hotelu w którym tymczasowo zamieszkają. Widoki przez szybę były piękne. Kierowca nawet puścił im jedną z ,,tutejszych hitów'' po polsku. Ramos szybko złapał rytm i razem z trochę mniej umiejętnym Pique i kierowcą darli się na cały Gdańsk.
- Naucz mnie od mowa - Zakończyli kiedy taksi zatrzymała się pod cztero-gwiazdkowym hotelu. Zapłacili kierowcy i z ciężkimi bagażami ruszyli do holu. Przywitała ich młoda blondynka o niebieskich ochach i długich nogach. Wręczyła im klucz do pokoju co nie co zdezorientowało Pique, Ramos za to nie widział problemu, bał się spać sam w ciemności, zazwyczaj miał Gerarda obok w pokoju , ale to co innego niż pokój hotelowy.
- Przepraszam Panią - Katalończyk obdarował ją jak najlepszym uśmiechem , na co lekko się zarumieniła - Nie dostaniemy osobnych pokoi ?
- Przykro mi ale losowanie które Panowie wygrali było ufundowane przez firmę ,,Romans'' i aż dziwne ,że wzięliście w tym udział - Popatrzeli po sobie i uśmiechnęli się jeszcze szerzej do blondynki.
- To miał być prezent dla mojej siostry - wymyślił na szybko Ramos - ale przed wyjazdem potrącił ją pociąg. - niebieskooka wybałuszyła oczy ,a Sergio dostał mocno w żebra z łokcia Gerarda.
- Tak , tak właśnie było - potwierdził Gerard przez zęby patrząc morderczo w Sergio.
- No cóż życzę zdrowia i... - zaczęła niepewnie recepcjonistka 
- Niech się Pani ją nie martwi. Nie żyje - Wzruszył ramionami Ramos na co dostał w tył głowy od Gerarda. Widząc przestraszoną blondynkę Pique chwycił w jedną dłoń klucze , a za drugą pociągnął za sobą Hiszpana.
- Jesteś  idiotą Sergio! - wydarł się na cały hotel Pique i razem z Obrażonym Ramosem powędrowali do swojego pokoju.






Od Wixy :
Chciałam tylko powiedzieć ,że ten prolog wyszedł trochę... dziwnie i niepokojąco, ale w ten sposób chcę was uświadomić jak bezmyślni są bohaterowie. Chcę jeszcze wspomnieć ,że dość trudno znaleźć gify z Gerardem i Sergiem ;) Dziękuję za uwagę.

1 komentarz:

Nicols pisze...

Bardzo fajnie się zaczyna zaraz zabieram się za rozdział :)
życzę powodzenia i weny. Będę wpadać.